Czy przysłowiowe się powtarzają

Przed laty czterdziestu, w mieście Kurganie na Syberii, toczyła się rozmowa między miejscowym adwokatem, człowiekiem wysoce kulturalnym, uczniem znakomitego prawnika-huma- nisty, L. Petrażyckiego, a studentem Uniwersytetu Krakowskiego, przez wojnę rzuconym na stepy sybirskie. Zapytany, co zamierza robić po skończeniu wojny, student odparł, że wróci do Polski, ukończy uniwersytet, weźmie się do pracy… A czyby pan nie został na Syberii? — usłyszał na to. — Przecież tam w Europie ciasno, walka byt, przepychanie się z trudem przez życie. A u nas całkiem inaczej. Gdy pan wejdzie do chaty chłopa syberyjskiego, okrągłym ruchem poprosi pana za stół. Podsunie biały kołacz. Powie: — Siadaj, bracie, jedz, bo samemu człowiekowi nudno!
Sens więc przysłowia, które w ujęciu Adalberga wygląda jedynie na wyraz niechęci do Niemców, jest niezwykle rozległy, obejmuje bowiem nie tylko stosunki między klasami i narodami, ale może dotyczyć nawet kontynentów.

Continue Reading

U NIEMCÓW I MUCHA SIĘ NIE POŻYWI

Przysłowie to Adalberg powtórzył za nie znanym bliżej paremiologiem z warszawskiego „Przeglądu Naukowego” (1843), gdzie sens powiedzonka zilustrowano anegdotą o Polaku i Niemcu.1 Anegdota to stara, na niej bowiem oparło się intermedium z w. XVII, zatytułowane Muchy trzy: włoska, polska i niemiecka. Polakowi wpada do kaszy mucha: odsuwa on miskę i żąda nowej porcji. Włoch postępuje inaczej: łyżkę kaszy z muchą wyrzuca na podłogę. Niemiec wreszcie wyławia muchę z potrawy, oblizuje ją starannie, wyrzuca za okno, po czym spokojnie zabiera się do dalszego jedzenia.2 Facecję, wyzyskaną przez autora intermedium, znamy również z nowszego przekazu ustnego, zapisanego w okolicach Kowna. Zamiast różnych narodowości mamy tu przeciwstawienie wsi i miasta. Mucha miejska leci w czas sianokosów na wieś, spotyka pchłę, która wędruje do miasta właśnie, i udziela jej swych spostrzeżeń. Poczęła się mucha skarżyć pchle, że w mieście żyć ciężko, bo ludzie tam skąpi, nie dadzą biednej musze pożywić się nawet okruchami, tylko ją biją, wypędzają i trują. — „Jeśli — żaliła się — wpadniesz przypadkiem mieszczuchowi do zupy czy do sosu, to cię wyciągnie, osmokcze i rzuci. Słyszałam, że na wsi jest o wiele lepiej, więc lecę na wieś.

Continue Reading

Poezja powstania listopadowego

Skoro się zaś wspomniało o powstaniu listopadowym i związanej z nim poezji, nie od rzeczy będzie dodać, iż wywołało ono oddźwięki zaprzeczające omawianemu przysłowiu, i to nie w Polsce, lecz właśnie w Niemczech. Od pamiętnikarzy ówczesnych, zwłaszcza od Karola Kaczkowskiego, wiemy, jak entuzjastycznie ludność niemiecka witała rozbrojone oddziały wojska polskiego maszerujące do Francji. Jedyny w swoim rodzaju pogłos tych nastrojów otrzyma po latach świetną postać w Sienkiewicza Wspomnieniu z Maripozy, noweli opartej na wydarzeniu autentycznym a wprowadzającej emigranta-Niemca, zażywnego właściciela hotelu, człowieka, który w młodości służył w okresie Wiosny Ludów pod Mierosławskim i sprawy te na zawsze zachował w wdzięcznej pamięci. Bezpośrednim wyrazem owego entuzjazmu rewolucyjnego, wywołanego widokiem pokonanych, ale niezłomnych bojowników wolności, stały się „pieśni polskie” (Polenlieder), pisywane masowo przez kilkudziesięciu najrozmaitszych wierszorobów, wśród których znaleźli się jednak pisarze czołowi, jak A. Chamisso, F. Grillparzer, K. Holtei, N. Lenau, A. von Platen, L. Uhland i in. Coś z tej produkcji, starannie zebranej u nas przed półwiekiem, a nie zapomnianej i w Niemczech4, zdobyło sobie trwałe uznanie w Polsce, by wspomnieć choćby tylko wiersz Juliusza Mosena o czwartakach („Tysiąc walecznych opuszcza Warszawę”). Gdy fala uniesienia rewolucyjnego opadła i gdy wzrost nacjonalizmu pruskiego szczyty swe osiągnął w polityce Bismarcka, a po latach w hitleryzmie, gdy hasła braterstwa narodów zamilkły zagłuszone propagandą nienawiści, raz po raz odzywały się osamotnione głosy nawiązujące do starej tradycji, wysuwając realizowany dzisiaj, po krwawych doświadczeniach ostatnich dziesięcioleci, program dobrego sąsiedzkiego współżycia obydwu narodów.

Continue Reading

Jak zaś zawodne i błędne są tu uogólnienia, dowodzi wypadek następujący

U Adalberga nie znajdujemy przysłowia, które mówiłoby o antagonizmie polsko-rosyjskim. Że zaś istniało ono, świadczy choćby popularna pieśń warszawska z czasów powstania listopadowego, która nawiązując do więzienia politycznego u karmelitów głosi:

Kto powiedział, że Moskale Są to bracia nas, Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypalę Przed kościołem karmelitów.
Oto jest wolności śpiew…

Ten hurapatriotyczny slogan Rajmunda Suchodolskiego, mający naturalne uzasadnienie w doraźnej propagandzie, byłby słuszny, gdyby nie dwa względy. Autor może i nie myślał, a raczej na pewno nie myślał o całości narodu czy choćby wojska rosyjskiego, lecz o wielkim księciu Konstantym i jego otoczeniu, ich to bowiem ofiary nękano u karmelitów. A jeśli komu chciał w łeb strzelać, to ich polskim przyjaciołom, których wśród generalicji polskiej nie brakło, by odwołać się tylko do Wincentego Krasińskiego. To raz. Po wtóre zaś oficjalny i niewątpliwie szczery program powstańczy brzmiał: „Za naszą wolność i waszą”, głosił walkę nie z narodem rosyjskim, lecz z caratem, tym caratem, z którym o kilka lat wcześniej usiłowali rozprawić się dekabryści. I nie byłoby nic dziwnego, gdyby się okazało, iż gwałtowny a tak niefortunnie sformułowany atak Suchodolskiego wywołał replikę w postaci wiersza nie byle czyjego, bo poematu Mickiewicza, zwróconego do przyjaciół Rosjan, zatytułowanego jednak Do przyjaciół Moskali; utwór ten, prawiący o ściskaniu brata-poety, Rylejewa, głosił wolność, ale w tonacji całkiem odmiennej niż u rymopisa powstańczego. Gdyby to się dało dowieść, mielibyśmy tutaj jeden z najniezwyklejszych i najbardziej zdumiewających pogłosów przysłowia w świecie wielkich dzieł literatury.

Continue Reading

Nie Potocki je stworzył!

Kiedy omawiane przysłowie powstało, nie wiemy; wątpliwości nie ulega, że nie Potocki je stworzył, zastanawia jednak okoliczność, iż widocznie dopiero w wieku XVII zdobywa ono popularność. Dlaczego? — czyżby to był pogłos wojen szwedzkich, w których brały udział duże oddziały najemników niemieckich? Ale przecież sprawcy właściwi, tj. Szwedzi, w przysłowiach się niemal nie pojawiają! O ile zaś chodzi o czasy dawniejsze, to żywe przez wieki źródło antagonizmu polsko-niemieckiego, krzyżactwo, również w przysłowiach nie istnieje. Nie mają ich nawet stare kroniki. Stoimy tu więc w obliczu zagadek, których na razie rozwiązać nie umiemy.Wątpić jednak wolno w prawdziwość domysłu Mitzlera. Dlaczegóż by to bowiem ogół, hd polloi, czy też gmin miał być twórcą przysłowia? A gdyby nawet tak, to gdzie i pod wpływem jakich okoliczności? Na pytanie ostatnie można zresztą dać odpowiedź jako tako prawdopodot bną. Zastanawia mianowicie to, że zapis najdawniejszy z r. 1658 pochodzi od Niemca śląskiego, a zapis z Turkiem, co może tu być eufemizmem, maską, od Józefa Lompy, Ślązaka, przysłowie wreszcie z Rusinem znamy dzięki Baranowiczowi, działającemu na Ukrainie tuż po wojnach z Chmielnickim. Pozwala to przypuścić, iż przysłowie, o którym mowa, zrodziło się na pograniczu, gdzie starcia narodowościowe bywały przez wieki zjawiskiem normalnym, a nieraz miewały wyraźne podłoże społeczne. Na Śląsku Polakiem był chłop, na ziemiach ruskich szlachcic.

Continue Reading

Niemcy nie chcieli żyć z nimi w braterskich stosunkach

Jest rzeczą oczywistą, iż Polacy ubolewali nad tym, że Niemcy nie chcieli żyć z nimi w braterskich stosunkach i że zapomnieli, iż to Polacy bronili ich od rzezi na Wschodzie. Polaków raziła niemiecka pycha, gdy wedle ich zdania Niemcy nie mogli strawić wolności polskiej. Jest rzeczą godną uwagi, że przysłowie to, jakkolwiek stare, nie występuje w dawnych drukach. Mitzler de Kolof sądził, że krążyło ono w klasach niższych i wśród hoi polloi, klasy natomiast kulturalne utrzymywały z Niemcami stosunki przyjazne. Do uwagi tej dorzuca dwa analogiczne przysłowia czeskie o wrogości Niemców wobec Czechów, jedno z Kroniki Dalimila, a więc z wieku XIV, drugie z połowy w. XV, a więc znacznie starsze od wypowiedzi polskich. Sporo wreszcie przysłów na temat niechęci czy wręcz nienawiści Polaków do Niemców zebrał w swej ogromnej książce K. Liick, by uzasadnić metody hitlerowskie zastosowane czasu wojny do Polski i jej ludności.

Continue Reading

PÓKI ŚWIAT ŚWIATEM, NIE BĘDZIE NIEMIEC…

W Wojnie chocimskiej Wacława Potockiego, napisanej około roku 1670, znajdujemy najdawniejsze w Polsce ujęcie przysłowia:

Póki świat światem,
Nigdy Niemiec nie będzie Polakowi bratem.
Z drobnymi odmianami stylistycznymi powtarza się ono w innych utworach Potockiego, w czasach zaś późniejszych spotyka się je nieraz i w literaturze, i mowie potocznej. Niemal równocześnie z Potockim zapisał je, jako „wiersz w Polsce bardzo pospolity”, Niemiec śląski, Wenzel Scherffer von Scherfferstein, zaopatrując je przekładem na niemiecki:
Rhytmus communissimus in Polonia:
Póki świat światem,
Nie będzie Polak Niemcowi bratem.
Solange Welt bleibt Welt,
Kein Pole briiderlich es mit dem Teutschen halt.

Jego odmiany  niekiedy zamiast Niemca podają Prusaka lub nawet Turka. Pod hasłem znowuż „Rusin 2 ” (NKPP również „Polska 98* ”) znajdujemy u Adalberga: „Nie będzie jako świat światem Rusin Polakowi bratem.” O analogicznym przysłowiu dotyczącym Rosjanina powie się nieco dalej.
Znany historyk kultury polskiej, zainteresowany popularnymi wypowiedziami jednych narodów o drugich, przysłowia o Niemcu i Polaku zaopatrzył taką oto uwagą.

Continue Reading

GADAJŻE Z NIM, KIEDY ON NIEMIEC

Przysłowie to Adalberg opatrzył uwagą: „Tj. trudno z nim dojść do porozumienia, nic nie rozumie.” Jeśli to słuszne, przysłowie uznać by można za refleks antagonizmów narodowych, za pogłos spraw, które w literaturze naszej znamy z Bartka Zwycięzcy czy z Placówki. W rzeczywistości ma ono sens nieco inny, komiczny, związany z jego pochodzeniem. Źródłem jego jest mianowicie anegdota, u nas w druku bodajże nie utrwalona, choć w tradycji ustnej była ona dobrze znana — Sienkiewicz mianowicie wprowadził ją do Szkiców węglem w scenie pogawędki dygnitarzy baraniogłowskich, gdy ławnik Gomuła opowiada o przemarszu Francuzów przez wieś. Facecję tę skreślono w redakcji, tak że w znanym tekście noweli się nie ukazała i restytucji doczekała się dopiero w wydaniu rękopisu. Często natomiast spotykamy ją w folklorze serbsko-chorwackim. Do chaty chłopskiej przybywa cudzoziemiec i, zaproszony na nocleg, dobiera się do gospodyni. Gospodarz miarkując, co się dzieje, radzi żonie przekonać napastnika, by dał jej spokój. Ona na to replikuje, że jest bezradna, bo przecież cudzoziemiec jej nie zrozumie. W przysłowiu więc chodzi o nieszczere perswazje, nie zaś o trudność porozumienia się z Niemcem.

Continue Reading

PIĆ NA NIEDŹWIEDZIĄ SKÓRĘ

Bajka Mickiewicza Przyjaciele jest powszechnie znana. Przygoda dwu młodzieńców, których wynurzenia przerwał niedźwiedź, kończy się „przysłowiem niedźwiedzim”, głoszącym, że „prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie”. Mickiewicz miał wielu poprzedników, od Biernata z Lublina poczynając, którzy i przebieg bajki, i jej „epimythion”, tj. morał, ujmowali inaczej Teksty ich, nie wszystkie zresztą, zebrał Chrzanowski w dodatku do Biernatowego Ezopa, można więc na podstawie tego materiału stwierdzić, jak ta właśnie odmiana była popularna. Różnica jej polega na tym, że strzelec obiecuje komuś (sprzedaje lub przepija) skórę niedźwiedzia, na którego się wyprawia, polowanie się nie udaje, niefortunny zaś łowiec ratuje się, jak w odmianie Mickiewicza, udając martwego, zapytany zaś, co miś mu szeptał, odpowiada u Biernata: „Abych skóry nie przedawał Jeszcze niedźwiedzia żywego”; w Fabułach Ezopowych prozą: „abym potem nie przedawał skóry niedźwiedziej, ażbym go pierwej zabił”; w figliku Reja, zatytułowanym Co niedźwiedzią skórę szacowali: „Póki nie mam, bych cudzej skóry nie szacował”; u Jabłonowskiego: „Nie pij na skórę niedźwiedzia żywego” itp. Nic dziwnego, iż u Adalberga, pod hasłem „Niedźwiedź czytamy: „Na niedźwiedzią skórę pije, a niedźwiedź jeszcze w lesie” wedle Rysińskiego nadto: „Niedźwiedź w lesie, a skórę jego przedajesz” za Knapiuszem a wreszcie: „Niedźwiedzia nie zabił, a skórę jego sprzedał” oraz „Nie sprzedawaj  niedźwiedzia, aż będzie zabity”. Dwu tekstom pierwszym towarzyszy mnóstwo odmian późniejszych, co wszystko razem wymownie świadczy o powszechności tego przysłowia w Polsce.

Continue Reading

NIEDŹWIEDŹ SSIE ŁAPĘ

Przysłowie: „Niedźwiedź łapę tylko ssie, a całą zimę syt bywa”, u Adalberga („Niedźwiedź ”) podane bez wskazania źródła, ma u nas bardzo długą i piękną tradycję literacką, która świeżo została bardzo starannie zbadana w związku z porównaniem w Panu Tadeuszu: „Siedział w domu jak niedźwiedź, gdy ssie łapę w borze” (VI, w. 520).1 Stwierdzono tam, iż już Pliniusz w swej Historii naturalnej opowiedział bajeczkę, jak to niedźwiedź przetrzymuje zimę ssąc z łap przednich soki zmagazynowane przez lato, co za uczonym Rzymianinem powtórzą u nas autorzy encyklopedyj, Haur w wieku XVII i Benedykt Chmielowski w lat kilkadziesiąt później. Bajeczkę Pliniusza powtarzano u nas jednak grubo dawniej i wyciągano z niej sens moralny, zawarty również w przysłowiu, w którym pokarm zimowy misia jest symbolem rezygnacji, poprzestania na tym, na co sobie pozwolić można. W tej funkcji symbol ten występuje już u Reja, który o zawiedzionych myśliwych powiada: „A pewnie by łapę ssąc także by mruczeli”, rozgłos zaś zawdzięcza nie byle komu, bo Kochanowskiemu. Pieśniarz czarnoleski mianowicie jeden ze swych wspaniałych erotyków, „Muszę wyznać, bo się już nie masz na co chować…”, zakończył w sposób trudny do przyjęcia dla czytelnika przyzwyczajonego do wyznań miłosnych epoki romantyzmu:
Ja sobie tak dobrych lat doczekać nie tuszę; Podobno jako niedźwiedź łapę lizać muszę.

Continue Reading