NIKT NIE JEST PROROKIEM MIĘDZY SWYMI

Cytat biblijny: „Zaprawdę wam powiadam, iż żaden prorok nie jest przyjemny w ojczyźnie swojej” (Łukasz 4, 24) lub „prorok w ojczyźnie swej czci nie ma” (Jan 4, 44), poszedł u nas w przysłowie stosowane do śmiałych nowatorów potępianych przez niechętne otoczenie.
Cytat ten zrobił w Polsce swoistą karierę literacką, stosowali go bowiem wielcy pisarze. I tak Krasicki w satyrze Do króla, broniącej Stanisława Augusta, rzecznika postępu, przed zarzutami sarmackich przeciwników, napisał w redakcji brulionowej: Los się u nas na królów rodowitych sroży,
Nikt prorokiem w ojczyźnie, wyrok to jest boży. W sto lat niemal później młody Henryk Sienkiewicz rozpoczynał swą działalność groteskowo-satyrycznymi Humoreskami z teki Wor- szyłły, z których pierwsza miała tytuł Nikt nie jest prorokiem między swymi i przedstawiała karierę niedoszłego reformatora społecznego w kołtuńskim środowisku ziemiańskim.

Continue Reading

Nieśmiały jeździec

Na ten sam ład zbudowany jest zespół taki: „A jako mówią: Nieśmiały jeździec, sprawiedliwy gracz, gniewliwy prokurator nie zawżdy pożywią się.” W obydwu wypadkach figuruje tu prokurator, czyli obrońca, adwokat (dla określenia bowiem dzisiejszego prokuratora używano wyrazu instygator), postać w wieku XVI bardzo popularna, wymiar sprawiedliwości bowiem, kulejący przed wprowadzeniem trybunałów, utykał, i osoby, które go poszukiwały, musiały wyręczać się obrońcami sądowymi, adwokatami, którzy z zadań swych nie wywiązywali się najlepiej, tak że np. hetman Tarnowski rzucił złośliwy pomysł piętnowania prokuratorów na równi ze złoczyńcami.4 I jeśli w wieku XVI atakował ich ostro Rej, choćby w Krótkiej rozprawie (1543), to nie lepiej traktowali ich gawędziarze w. XIX, opierający się na tradycji czasów stanisławowskich, by przypomnieć choćby odprawę, którą u Ignacego Chodźki pałkuć-bernardyn daje „kauzyperdzie”, pa- lestrantowi.
Poprzednikiem twórcy Pamiętników kwestarza był współczesny Rejowi anonimowy autor Facecyj polskich (ok. 1570), w których czytamy anegdotę O prokuratorze, co mnichem został. Były adwokat wstępuje do klasztoru, otrzymuje polecenie, by zajął się procesem, który klasztor z kimś prowadzi, i sprawę przegrywa.

Continue Reading

PRAKTYK I PROKURATOR

W anonimowym traktacie Gospodarstwo jezdeckie, strzelcze i myśliwcze z doświadczenia NN… 1600, wydanym w r. 1690 w Poznaniu, a nie najlepiej wznowionym przez J. Rostafińskiego1, dużo jest materiału przysłowiowego, który Adalberg częściowo tylko wyzyskał.
W materiale tym uwagę zwracają przede wszystkim przysłowia łańcuszkowe, priamele i refleksje na wzór priameli budowane, a podobne nieraz do konceptów Jana Żabczyca. Co to znaczy, zademonstrować można na przykładzie priamelu, który Adalberg objaśnił błędnie, nie zrozumiał bowiem wyrazu „praktyk”, znaczącego meteorologa, przepowiadacza, a którego on zrobił „prawnikiem, obrońcą”, a więc tym, co w przysłowiu występuje jako „prokurator”, którego znowuż pozostawił bez objaśnienia. W Gospodarstwie brzmi to: Godność płatna w królestwach: w Hiszpanijej praktyk, we Włoszech doktor, we Francyji fryjerz, w Niemcech rzemieślnik, w Danijej, w Anglijej, w Skocy- jej kupiec, w Wołoszech złodziej, w Turczech żołnierz, w Polsce prokurator, w Moskwie łgarz, w Prusiech gospodarz pożywią się.

Continue Reading

Wizerunek własny żywota człowieka poczciwego

W tym samym roku 1558 St. Koszutski dał przekład ksiąg Lorichiu- sa O wychowaniu przełożonego, a Rej swą parafrazę Palingeniusa, tj. Wizerunek własny żywota człowieka poczciwego. U Koszutskiego czytamy: „Prawa pojęczynie są podobne, w której małe robaczki więzną, a wielkie ją przebijają”, Rej natomiast w dwuwierszu zbudował nieco inny obraz: Prawa są równie jako pajęczyna: Bąk się przebije, a na muchę wina. Rzecz ciekawa, że powtórzył to za nim Kochanowski, u którego w zbiorku aforyzmów Na XII tablic ludzkiego żywota czytamy: Prawa są równie jako pajęczyna: Wróbel się przebije, a na muszkę wina. Podobnie również brzmi dwuwiersz satyry Proteus abo Odmieniec (1564): A zwłaszcza gdzie jest prawo jako pajęczyna, Sieci targa, kto możny, uwiąźnie chudzina. W tej postaci aforyzm przetrwał do końca w. XVIII, przy czym całą serię cytatów postaci krótszej: „Bąk się przebije, mucha uwięźnie”, Adal- berg zebrał pod hasłem „Bąk” i „Mucha 23” Dorzucić do nich należy jedną jeszcze pozycję o niepospolitej wymowie: Gdyż sprawiedliwość naszą zową pajęczą siecią, którą bąk przebije, a nędzna mucha uplotszy się, uwikławszy się, utraciwszy wszystko, nie doczekawszy się żadnej pociechy w upadku swoim, idzie z kijem bęcząc do domu ręce załomiwszy. Obaczże, jaki tam płacz, jakie tam narzekanie przyszedszy do domu uczynić musi z żonką a dziatkami swymi wołając o pomstę do Pana swego.

Continue Reading

PRAWO JAKO PAJĘCZA SIEĆ

„Prawo jak pajęczyna: bąk się przebije, mucha uwiąźnie” — powtarza Adalberg (s. v. „Prawo ,8j 28*”) za A. M. Fredrą, po czym podaje sporo cytatów z dzieł Reja, Kochanowskiego, Budnego, Koszutskiego, Kochowskiego i innych aż po Kniaźnina. Wybór tekstu Fredry z r. 1658 tym się zapewne tłumaczy, że jest on przecież autorem dzieła Przysłowia mów potocznych’, ponieważ jednak wojewoda podolski poszedł tu za tradycją literacką, słuszniej będzie sięgnąć do jej źródeł, starszych o sto lat dokładnie od jego dzieła. Wprzód jednak słowo o jej praźródle antycznym, nie tyle nawet greckim, co rzymskim. Jest nim apoftegmat grecki, spotykany u różnych pisarzy, m. in. u Plutarcha, którzy podawali omawiany aforyzm jako powiedzenie Solona, Zaleukosa czy wreszcie tajemniczego mędrca scytyjskiego Anacharsisa. Jego to właśnie spopularyzował Valerius Maximus w swym głośnym zbiorze anegdot, gdzie (VII 2, 14) czytamy: Quam porro subtiliter Anacharsis leges aranearum telis comparabat. Nam ut illas infirmiora animalia retinere, valentiora transmittere, ita his humiles et pauperes constringi, divites et potentes non alligari. Znaczy to: Tak pomysłowo Anacharsis prawa przyrównywał do sieci pajęczych. Albowiem jak one chwytają stworzenia słabsze, silniejsze zaś przepuszczają, tak w tych więzną mali i biedni, bogaci zaś i możni nie dają się schwytać.

Continue Reading

NA JEDNYM WÓZKU OBIE STRONIE DO PRAWA

Podobnie sielankowy koloryt panuje również u Knapiusa, który przysłowie określa jako stosowane przez pieniaczy i prawników, dodając, iż oznacza ludzi, którzy mimo procesu utrzymują przyjazne stosunki, zgodnie z innym przysłowiem: „Miłujmy się jako bracia, a rachujmy się jako Żydzi.”1
Zdaje się jednak, iż obaj moraliści, luterański i katolicki, zarówno istotę, jak sens przysłowia o jednym wózku zinterpretowali niekoniecznie trafnie. Oto — wedle wszelkiego prawdopodobieństwa — przeciwnikami na jednym wózku jadącymi na proces są nie cnotliwi przodkowie, poszukiwacze sprawiedliwości, lecz pieniacze drobno- szlacheccy, od których roiło się na Mazowszu, a których nie stać było na osobne pojazdy. Pasja pieniacka brała tu górę nad niechęciami osobistymi. O ile oczywiście wyrażenie „na jednym wózku” nie było metonimicznym określeniem jednakowych szans obydwu stron odwołujących się do sądu. Za takim rozumieniem sprawy przemawia anegdota na temat sporu o gruszę, spopularyzowana przez Sienkiewicza w Ogniem i mieczem, a znana z relacji J. Grajnerta (1857), za którym przytoczył ją Kolberg. Skłóceni sąsiedzi z tych, których określa przysłowie: „Procesuje się o cień od gruszy” („Procesować się 1> i* ”), poszli do sądu i w pierwszej instancji jeden z nich wygrał. Przegrywający zaapelował i wraz z przeciwnikiem pojechał na jednym wózku do trybunału. Każdy z nich miał nadzieję wygrania, bo każdy był opatrzony rekomendacyjnym listem od swego obrońcy; lecz na popasie w karczmie przyszło z nich jednemu na myśl, aby list odpieczętować i dowiedzieć się, co też tam w nim stoi napisane. Na swoje zmartwienie przeczytał między innymi te słowa: „Kochany kolego! staraj się dobrze trząść z tej gruszki, bo ja otrząsłem już z niej do 600 złotych.” — Gdy i drugi coś podobnego w swym liście wyczytał, poznali dopiero obaj swój nierozsądek, uściskali się i powróciwszy do domu dzielili się po dawnemu gruszkami.

Continue Reading

PRACA Z OCHOTĄ…

„Praca z ochotą przerabia słomę w złoto” („Praca 45) 5i*”), przysłowie zachwalające staranną gospodarkę, a powstałe może w Sandomierskiem, słynnym z uprawy i eksportu pszenicy, nawiązuje do starej tradycji alchemicznej. Alchemicy bowiem usiłowali w złoto przemieniać kruszce nieszlachetne, zwłaszcza ołów. Samo zaś przysłowie sięga zapewne odległej przeszłości, wieku XVI, gdy, jak podrwiwał sobie Kochanowski, rycerstwo polskie przekształciło się w „kupców a ratai”. Chodzi o to, iż w Źwierciadle Reja (1568) znajdujemy koncept, przysłowiu naszemu bardzo bliski. Piętnując leniucha, stary pisarz tak go ośmiesza: Jesteś alchimista prawy: Z kłóci mierzwa — twój brant prawy. A więc „prawdziwy alchemik” produkuje wcale osobliwy „brant”, tj. czyste złoto, przerabiając kłoć (snopy) na mierzwę (gnój). Można by przypuszczać, iż Rej mówi o wylegiwaniu się na sienniku, napchanym wymłóconą słomą, stopniowo zmieniającą się w mierzwę, ponieważ jednak gdzie indziej „alchemistą prawym” nazywa żarłoka i opoja2, trzeba w dwuwierszu przyjąć podane tu rozumienie, przejadanie zboża. Rozstrzygnąć oczywiście niepodobna, czy to Rej sparodiował omawiane przysłowie o słomie-złocie, czy też odwrotnie, przysłowie wyrosło na gruncie jego konceptu. Bardziej prawdopodobne jest przypuszczenie pierwsze, jako zgodne z nawykami pisarskimi pana z Nagłowic.

Continue Reading

Moskale za panowania „niezapomnianego”

T. T. Jeż w szkicu o H. Jabłońskim, który w czasie wojny krymskiej przeszedł do służby francuskiej, tak oto ironicznie przedstawia stosunki ówczesne, tworząc właściwy komentarz do omawianego przysłowia: Moskale za panowania „niezapomnianego” (takim tytułem Mikołaja I po śmierci obdarzył św. synod) mieli ogólne na chorobę patriotyzmu polskiego lekarstwo: sałdaty. Było ono ogólnym, różniło się wszelako w dozowaniu. Jednym chorym wyznaczano dozę mniejszą — służbę garnizonową w Europie, drugim większą — w garnizonach służących na postrach dla Kirgizów, dozę największą, taką, która jeżeli nie wyleczy, to zabije, kolegia diagnostyczne, zwane sądami, stosowały do młodzieży dotkniętej jakąś śród przeciętnego osobnikostwa wyróżniającą ich zdolnością — zwłaszcza poetyczną. Mikołaj I, obok wielu wstrętów, jak np. do okularów, kołnierzyków, długich włosów, spodni w paski, pejsów i chałatów żydowskich oraz innych tym podobnych
niepodobnych ohydstw, bardziej od nich nie cierpiał poezji. Rosyjska ścisłemu poddaną była dozorowi; polską względnie w państwie carskim cierpiano, lecz Polaków wierszowaniu się oddających uważano bezwzględnie za buntowników. W pierwszych istnienia uniwersytetu kijowskiego latach uniwersytecka młodzież na Kaukazie wszystka wyginęła. Toteż skoro
Moskale wykwalifikowanego poetę w osobie Henryka Jabłońskiego w ręce swoje dostali, bez namysłu mu gorące czerkieskie na Kaukazie kąpiele przepisali. Byłby go prawdopodobnie spotkał los secin młodzieży polskiej, poległej u stóp gór kaukaskich w szynelach moskiewskich…

Continue Reading

POSZEDŁ JAK ŻOŁNIERZ NA KAUKAZ

„Poszedł jak żołnierz na Kaukaz; jedną milę uszedł za piętnaście lat”, przysłowie, bez wskazania źródła podane u Adalberga (s. v. „Pójść 9”, NKPP „Kaukaz !*”), znaczyło tyle, co poszedł, by nie wrócić, na przepadłe, i powstać musiało w pierwszej połowie w. XIX, zapewne za rządów Mikołaja I, gdy przymusowe wędrówki na Kaukaz były u nas zjawiskiem pospolitym. Młodych przestępców politycznych skazywano podówczas na służbę wojskową, trwającą lat piętnaście, w dalekich i niebezpiecznych garnizonach na kresach azjatyckich lub w samej Azji. Szczególnie trudne były warunki na Kaukazie, gdzie przez całe lata bitne plemiona góralskie, zwłaszcza Gruzini
Czeczeńcy, prowadziły walkę partyzancką z regularnymi wojskami rosyjskimi. Około połowy w. XIX mówiło się u nas o grupie poetów kaukaskich, wśród zesłanych bowiem „w sołdaty” znalazło się kilku utalentowanych pisarzy, nadsyłających swe utwory do czasopism krajowych. Do grupy tej zaliczano: Tadeusza Ładę Zabłockiego, Stanisława Winnickiego, Leona Janiszewskiego, Wincentego Dawida, Henryka Jabłońskiego i in.

Continue Reading

Z PRZYSŁÓW O POŻYCZANIU

Sporą galerię przysłów (w NKPP s. v. „Pożyczyć x*; 19* ”) przestrzegających przed pożyczaniem otwiera maksyma z Rysiriskiego: „Chcesz li przyjaciela stracić, pożycz mu pieniędzy”, mająca zresztą odpowiedniki w łacinie i językach nowoczesnych. Jej suchemu sformułowaniu przeciwstawić można przysłowie w treści swej bardzo konkretne i obrazowe, mówiące jednak to samo. Brzmi ono: „Pożyczył tynfami, oddaje flnfami.” Konkretność jego tak silnie wiąże się z epoką, która je wydała, że chcąc uchwycić nawet jego sens, trzeba zajrzeć do słownika pod wyrazy „tynf” i „finfa”. O pierwszym informację znajdujemy w Encyklopedii staropolskiej o stosunkach monetarnych za Jana Kazimierza.
R. 1663 upoważniono innego dzierżawcę [mennicy], Andrzeja Tiimpego, do bicia złotówek po 30 z grzywny na poły tylko czystego srebra, tak że realna ich wartość tylko 15 odpowiadała; takie tynfy obiegały więc odtąd pod imieniem złotych polskich. Po „frnfę” sięgnąć można do źródła daleko starszego, bo do uwag Reja na temat „szkodliwych żartów”, który opowiada, że „to nic u naszych panów […] czapkę zrzezać, suknią zdrapać, pod nosem świeczkę zagasić…”2 Koncept ostatni z biegiem czasu zastąpiono puszczaniem osobie śniącej do nosa dymu tytoniowego przez papierową rurkę i to właśnie zwano puszczaniem finfy. Przed upowszechnieniem się fajek dym tytoniowy zastępowano cuchnącym dymem zgaszonej łojówki.

Continue Reading